Strażacy OSP JRS dziękują za 1%.
Dzięki państwu w 2016r. otrzymaliśmy 22 995,76zł. Dziękujemy za okazane zaufanie. informacje...
Tolek odnalazł zaginioną kobietę
podczas akcji ratowniczej w Rzeszówku, w nocy 13 na 14 sierpnia 2016r. więcej informacji...
Zespół na quadzie odnalazł
zaginionego 19-lata w nocy z 17 na 18 sierpnia 2016r. Pomoc przyszła w ostatniej chwili więcej informacji...
Pies ratowniczy ORLEN
Projekt OSP JRS, PKN ORLEN SA oraz Fundacji ORLEN – DAR SERCA więcej informacji...
A A A

wroclaw.gazeta.pl - Co mi zrobisz, jak cię znajdę. Zwierzaki, które ratują życie


Joanna Dzikowska z wrocławskiej Gazety Wyborczej odwiedziła nasz na jednym z treningów psów ratowniczych. Zapraszamy do przeczytania jej relacji na łamach portalu wroclaw.gazeta.pl w artykule Co mi zrobisz, jak cię znajdę. Zwierzaki, które ratują życie



Gdy w gruzach ratownicy nie znajdą nikogo żywego, przeprowadza się dodatkowe, symulowane poszukiwania. Pies musi wyjść z akcji zadowolony, że kogoś odnalazł - inaczej popadnie w przygnębienie i straci chęć do dalszej pracy.

Od ośmiu lat przy Ochotniczej Straży Pożarnej we Wrocławiu działa Jednostka Ratownictwa Specjalistycznego. Tworzy ją 19 wolontariuszy - strażaków ratowników - i 9 psów. W ubiegłym roku byli wzywani do akcji dziesięć razy. Całe weekendy trenują na gruzach, w lasach i budynkach, które czekają na rozbiórkę. Tej wiosny korzystają z pustostanu przy ul. Popielskiego, który udostępniła im gmina Wrocław.

Łukasz Telus, strażak-ratownik, naczelnik wrocławskiej jednostki: - Nasza służba wypełnia cały wolny czas i wymaga poświęceń, ale nic nie daje większej satysfakcji niż odnalezienie zaginionego. Zgłoszenie może przyjść w każdej chwili: w nocy, podczas pracy, na rodzinnym spotkaniu. Na szczęście nasi szefowie wiedzą, czym się zajmujemy. Jeśli to możliwe, wypuszczają nas z pracy. Wracamy wtedy szybko do domów, przewodnicy biorą psy, pakujemy niezbędny sprzęt i jedziemy na akcję.

Im więcej przewodników z psami odpowie na zgłoszenie, tym większy teren będą mogli przeszukać. Lasy i łąki są dla psa bardziej naturalnym środowiskiem niż gruzy. Może dłużej pracować, mniej się męczy. Na gruzowisku czasem już po kilku, kilkunastu minutach jest wyczerpany - musi zwracać uwagę na więcej szczegółów, a do tego łapy ślizgają się po pokruszonych kamieniach. Zdarza się, że przewodnik ma więcej niż jednego psa - kiedy pierwszy się zmęczy, albo nie będzie mógł wziąć udziału w akcji, ratownik może pracować z drugim. Ta zasada działa też w drugą stronę - dwóch przewodników może być przeszkolonych do pracy z tym samym psem.

Licencja na szukanie

Jakie psy najlepiej nadają się do ratowania ludzi? W Polsce najpopularniejsze są labradory i border collie. O ile w zawodowej straży pożarnej służą tylko rasowe zwierzęta, ale do jednostki ochotniczej można przyjść nawet z mieszańcem - o ile jest wystarczająco duży. Małe, kanapowe pieski nie poradzą sobie na gruzowisku. Psy ratownicze nie powinny bać się ognia czy huku, chociaż czasem zdarzają się bardziej lękliwe zwierzęta.

Paula Borkowska pracuje z Umą, suczką border collie: - Psy też mogą mieć fobie. Niektóre mogą bać się wody, inne źle czują się w ciemnych pomieszczeniach czy też na wysokości. Przygotowujemy dla nich specjalne ćwiczenia i pomagamy przełamywać lęki.

- Zbliżają się egzaminy państwowe dla psów terenowych i gruzowiskowych [zdaje go para: pies i przewodnik - przyp. red] - mówi Marcin Czerwiec, strażak ratownik. Jest przewodnikiem labradora Negro. - Przeprowadzimy dziś wewnętrzny egzamin, który podobnie jak państwowy polega na przeszukaniu gruzowiska. W zależności od jego wielkości i rodzaju na przeszukanie terenu psy potrzebują kilkanaście minut, czasem pół godziny, a czasem trzeba dać im chwilę odpocząć. Wszystko zależy od kondycji i predyspozycji konkretnego zwierzęcia.

Trening rozpoczyna się od sprawdzenia miejsca przez ratowników. Nikt nie wchodzi do środka bez kasku - w budynkach przeznaczonych do rozbiórki zawsze coś może spaść na głowę.

Ratownicy wybierają miejsca, gdzie ukryją się pozoranci - ciepło ubrani, w szalikach i czapkach. W chłodniejsze dni chowają się dodatkowo do śpiworów. To dobra szkoła dla każdego, kto chce zostać ratownikiem: na odnalezienie muszą czekać bez ruchu, poukrywani w kartonowych pudłach.

Pierwsza para jest już gotowa do ćwiczeń - to Cyprys, pięcioletni flat coated retriever i jego przewodniczka Dorota Adamek-Nowak. Cyprys spuszczony ze smyczy kręci się w kółko i piszczy. Już nie może się doczekać. Szukanie to dla niego przede wszystkim zabawa. Pies obchodzi zebranych, szturcha mnie nosem. Zapamiętuje nasze zapachy, żeby mógł je ignorować później, przy poszukiwaniu zaginionego.

Mam cię

Jeden z ratowników włącza stoper. Ruszamy. Pies biegnie pierwszy, dopiero za nim grupa ratowników - chodzi o to, by nikt nie zatarł mu śladu zapachowego. Błądzimy chwilę po gruzie wypełniającym korytarze starego budynku. Wokół pełno szkła i prętów. Na podłodze leżą też buty, fragmenty ubrań, stare szmaty i gazety. Ich zapach utrudnia poszukiwania, ale tak samo będzie wyglądać prawdziwe gruzowisko - psy ratownicze muszą nauczyć się je ignorować. [Inaczej jest z psami szkolonymi przez GOPR: szukają one przede wszystkim fragmentów ubrań. Rękawiczka znaleziona w śniegu to sygnał, że w pobliżu może być przysypany człowiek - przyp. red].

Podczas akcji ratowniczej nie wszystko da się przewidzieć. Czasem, gdy korytarz w pustostanie grozi dalszym zawaleniem, zwierzę przeszukuje teren samodzielnie. Przewodnik tylko wydaje komendy. Naprawdę niebezpieczne sytuacje zdarzają się rzadko, bo pies jest lżejszy i bardziej ostrożny niż człowiek.

Na komendę przewodniczki Cyprys sprawdza kolejne pokoje. Po czterech minutach staje przy kartonie w kącie jednego z pomieszczeń i głośno szczeka: "Tu jesteś!".

Czasem do jednostki trafia zwierzę, które nie szczeka, ale daje znak, że kogoś odnalazło. Master, trzyletni border collie, wraca wtedy do przewodniczki i ciągnie zębami za linkę, przypiętą do jej spodni.

Jak pies znajduje ludzi pod gruzami? Często mówi się, że z nosem przy ziemi tropi ślad. Ale wtedy błądziłby po całym terenie, biegając we wszystkie miejsca, gdzie wcześniej był zaginiony. Psy szkolone do szukania żywych ludzi podążają za zapachem, który roznosi się wyżej, w powietrzu.

Bez relacji nie ma motywacji

Nagrodą za odnalezienie zaginionego jest zabawa: Cyprys szaleje ze szczęścia, kiedy odnaleziony pozorant wyciąga z kieszeni gumową zabawkę. Przewodnik psa ratownika nie powinien się z nim za dużo bawić. - Wystarczy, że go pochwalę i wie, że jestem z niego zadowolony - tłumaczy Grzegorz Borkowski, prezes jednostki i właściciel Goliata, czarnego labradora. - Przewodnik musi mieć jasno ustaloną relację ze swoim psem. Gdybyśmy bez przerwy się bawili, miałby mniejszą motywację do pracy. To właśnie perspektywa zabawy z odnalezionym pozorantem napędza go do szukania ludzi uwięzionych pod gruzami lub zagubionych w lesie.

Podczas akcji pies musi być maksymalnie skoncentrowany, dlatego podczas kolejnych ćwiczeń jeden z ratowników strzela kilka razy w powietrze. Negro, który szuka teraz pozoranta, nie zwraca na to uwagi i sprawdza kolejne pomieszczenia pustostanu. Kiedy dobiega do jednego z nich, ratownicy zakładają się: pies wykąpie się w niecce, gdzie zebrała się śmierdząca deszczówka, czy nie? Przed końcem treningu Negro jest mokry od łap po czubek merdającego ogona. Jest zmęczony, ale szczęśliwy - odnalazł zaginionego.

** Jednostce Ratownictwa Specjalistycznego OSP można pomóc, przekazując jeden procent podatku - KRS 0000210785

Więcej o pracy jednostki na www.psyratownicze.pl

Joanna Dzikowska

Fotoreportaż z naszego treningu pod tytułem Zobacz, jak trenują psy ratownicze [ZDJĘCIA]

Komentarze