Strażacy OSP JRS dziękują za 1%.
Dzięki państwu w 2016r. otrzymaliśmy 22 995,76zł. Dziękujemy za okazane zaufanie. informacje...
Tolek odnalazł zaginioną kobietę
podczas akcji ratowniczej w Rzeszówku, w nocy 13 na 14 sierpnia 2016r. więcej informacji...
Zespół na quadzie odnalazł
zaginionego 19-lata w nocy z 17 na 18 sierpnia 2016r. Pomoc przyszła w ostatniej chwili więcej informacji...
Pies ratowniczy ORLEN
Projekt OSP JRS, PKN ORLEN SA oraz Fundacji ORLEN – DAR SERCA więcej informacji...
A A A

Psy Ratownicze w Norwegii - Psy lawinowe - cz. 2



Norweskie Psy Ratownicze – psy terenowe, gruzowiskowe, lawinowe, tropiące. Rozmaite warunki środowiskowe, różne techniki pracy węchowej, zmienne sposoby oznaczania... i tylko jeden pies. Możliwe?


Na pierwszy trening lawinowy pojechałyśmy z Freyą z ciekawości. Trwał on około 5-6 godzin i był naprawdę wyczerpujący. Jak się okazało, bardzo dobry i sprawdzony sprzęt oraz odzież, zarówno dla ludzi, jak i psów, to nieodzowny element takich treningów. Warunki są ciężkie, a przewodnicy oraz czworonogi muszą się skupić na pracy, a nie na tym, że jest im zimno.


Samo przygotowanie pozoracji może trwać ponad 2 godziny. Najpierw należy wykopać w śniegu kryjówki – niektóre o głębokości nawet 4 m, a następnie okopać je dookoła, aby pies nie sugerował się jedynie widokiem zruszonego śniegu. Tak jak w treningu ratowniczym terenowym lub gruzowiskowym najważniejsi są oczywiście pozoranci.

Pierwsza pozoracja pod śniegiem zrobiła na mnie duże wrażenie. Moment, w którym kryjówka zostaje zamknięta, a śnieg zasypujący wejście stopniowo zabiera dostęp światła jest, delikatnie mówiąc, niekomfortowy. Odgłos skuterów jeżdżących nad głową również nie dodaje otuchy, za to radość, z jaką wita się psa, który właśnie dokopał się do ciebie, jest autentyczna. Po nagrodzeniu psa w kryjówce przewodnik zabiera czworonoga, a my zostajemy zasypani ponownie. Ze względów bezpieczeństwa pozorant powinien mieć przy sobie telefon, radio, sondę oraz detektor lawinowy. Oczywiście przede wszystkim nie może cierpieć na klaustrofobię.


Jeśli chodzi o metodykę treningu lawinowego, można ją porównać do metodyki treningu gruzowiskowego. Rozpoczynamy od oswojenia psa z warunkami środowiskowymi. Ja zaczęłam od zabawy z Freyą w otwartej jaskini śnieżnej. Kolejnym krokiem była zabawa z pozorantem również w otwartej jaskini. Następnie lokalizacja człowieka w otwartej kryjówce. Z każdą kolejną próbą wejście kryjówki było coraz bardziej zastawiane śnieżnymi blokami, aż do pełnego zamknięcia. Na ten moment czekałam, zastanawiając się, w jaki sposób poradzi sobie Freya z rozwiązaniem takiej zagadki. Nie pomyliłam się, podejrzewając, że nawyki wezmą górę, i pierwszą reakcją będzie oszczekiwanie. Ileż frustracji i jaką burzę myśli można było wyczytać z jej głosu i zachowania! W końcu Freya wyczerpała repertuar wyuczonych zachowań i wpadła na nowy pomysł – kopanie. Po pierwszej nieśmiałej próbie grzebnięcia w śniegu dostała pochwałę. Ba! Nawet zaczęłam kopać razem z nią. Freya szybko dotarła do ulubionego pozoranta i dostała wspaniałą nagrodę. Po kilku kolejnych próbach nabrała pewności, że kopanie jest zachowaniem, którego od niej oczekuję, i od tej pory nie ma z tym większych problemów.


Swoją drogą to zaskakujące, że psy nie mają problemu z rozróżnieniem sposobów oznaczania, jakie powinny zastosować w konkretnych warunkach. Co więcej, na egzaminach lawinowych człowieka leżącego na powierzchni należy oznaczyć szczekaniem lub przyniesieniem rolki. Zatem na jednym treningu/egzaminie pies musi czasem zaprezentować obie formy oznaczania.

Chciałabym zwrócić uwagę na jedną istotną różnicę pomiędzy pracą na gruzach czy w terenie oraz na lawinach. Psy lawinowe pracują na wyższym pobudzeniu, np. często zakończeniem ćwiczenia jest wrzucenie piłki do kryjówki na oczach psa. Tak pobudzonego psa odprowadza się z miejsca treningu. Robi się to po to, aby w jego umyśle pozostał obraz: tam pod śniegiem znajduje się coś, czego bardzo pragniesz. Muszę przyznać, że nie do końca podobały mi się te metody, ale z czasem przekonałam się, że praca w tak ciężkich warunkach wymaga tego typu wzmocnień. Nie zawsze i nie u każdego psa, ale jest to uzasadnione.


Droga do zdobycia certyfikatu psa lawinowego jest długa, a egzaminy są wymagające zarówno dla przewodnika, jak i psa. Trzeba zdać kolejno klasy C, B oraz A. Każdy z egzaminów trwa tydzień. W zależności od klasy do zaliczenia są różnego rodzaju próby, np. lokalizacja ze skutera i oznaczanie człowieka znalezionego na powierzchni, praca na lawinie po transporcie wyciągiem narciarskim lub helikopterem, oznaczanie głębokich kryjówek, praca w środowisku bogatym w bodźce – skutery, ludzie, inne psy w obszarze lawiny itd. Najważniejsza część egzaminu to tzw. ukjent oppgave, czyli symulowana akcja. Poziom trudności zależy od zdawanej klasy - najtrudniejsza jest klasa A. Na terenie wielkości 150 x 150 m ukrytych jest od jednego do trzech pozorantów. Kryjówki znajdują się na głębokości minimum 1,5 m, a czas przeznaczony na odnalezienie to 30 minut.


Jeżeli chodzi o egzaminy lawinowe, najtrudniejsza dla nas, a właściwie dla mnie, okazała się taktyka. System przeszukania, miejsca priorytetowe, ocena bezpieczeństwa, współpraca z innymi służbami na miejscu zdarzenia... Dużo nowych, ale i ciekawych informacji, które należy sobie przyswoić.

Jedną z ważniejszych i ciekawszych prób jest tzw. utmarsj, który znajduje się w programie testów klasy B. Jest to co najmniej 15 kilometrowy marsz na orientację na nartach. Należy zabrać ze sobą wszystko, co potrzebne do przetrwania na zewnątrz przez 30 h, oczywiście dla siebie oraz psa. Mój plecak ważył około 20 – 25kg. Jazda na nartach z takim obciążeniem to ciekawe doświadczenie, szczególnie dla tak "wyśmienitego" narciarza.


Egzamin rozpoczął się od transportu helikopterem w nieznane. Następnie około 6 h marszu na nartach, często w głębokim śniegu, przy -11 stopniach. Nawigacja za pomocą kompasu i mapy. Po dotarciu do celu podróży wykopanie miejsca na nocleg, co zajmuje około 3-4 h energicznej pracy. Dopiero następnego dnia po nocy spędzonej w jaskini śnieżnej, rusza się ze swoim psem do całodziennej pracy na lawinie. Takie doświadczenie pozwala nawiązać ze swoim czworonożnym towarzyszem niezwykłą więź. Długa i wyczerpująca podróż, wzajemne ogrzewanie się w śpiworze podczas nocowania w jaskini śnieżnej, a na koniec współpraca podczas poszukiwań. Tak ekstremalna próba obnaża również wszelkie słabości.


O ratownictwie lawinowym można by napisać książkę, ale my zajmiemy się teraz tematem nieco nam bliższym – poszukiwaniami w terenie. System pracy psów terenowych w Norwegii bardzo różni się od naszego rodzimego, ale o tym w kolejnej odsłonie Norweskich Psów Ratowniczych.

Psy Ratownicze w Norwegii - Norske Redningshunder - cz. 1
Psy Ratownicze w Norwegii - Psy terenowe - cz. 3

Więcej informacji o NRH:

Paula Rzewuska
Przewodnik psa ratowniczego Freya,
Strażak-ratownik OSP JRS we Wrocławiu,
Instruktor szkolenia przewodników psów ratowniczych,
Ratownik Norske Redningshunder, Oddział Mo i Rana.